31.12.2015

Witam wszystkich.

Dziś jest dzień podsumowania roku 2015.

Jeśli chodzi o mnie, to od stycznia do 1 lipca godz. 14.45 mieszkałem sobie, u mamusi w brzuszku. Tam było fajnie, do momentu kiedy jakiś gość mnie nie wyciągną. No cóż, wszystko co dobre, szybko się kończy. Później pamiętam jak jeździłem karetką po Łodzi chyba z dwa razy. Trochę było adrenaliny, tylko jak zwykle mama musiała popsuć zabawę swoim płaczem. Aż, któregoś dnia trafiłem do stolicy. Szkoda, że kierowca nie wysadził mnie na narodowym stadionie. Mama mówiła, że w tv wydaję się większy. Dla mnie, to był gigantyczny. W Warszawie znów jakieś badania zmiana opatrunków itp. Tam też trochę posiedziałem, przepraszam leżałem. Któregoś dnia tata odebrał nas i wróciliśmy do domu. W końcu poznałem swojego starszego brata Franciszka. Spoko gość. Szkoda tylko, że jest taki szybki. Nie mogę z nim w ogóle pogadać. Wszędzie Go pełno.

I tak mijały dni, miesiące. Rodzice rozmyślali, rozmawiali z innymi rodzicami chorych dzieci, jak mi pomóc. Aż w końcu stwierdzili, że nie będą się zamykać z problemem w domu. Dzięki tej słusznej decyzji, poznali dużo świetnych osób. Dziękuję Wam za to, że okazaliście Im wsparcie. To bardzo dużo dla Nich znaczy.

Pozdrawiam

Wojtuś Wojtasik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *